Wiadomo, że noc, kiedy grozi przymrozek, jest zwykle nie tylko bezchmurna, ale i bezwietrzna, a zatem wiatr dymu nie rozwieje. Cząstki dymu i pary zatrzymują uchodzące promieniowanie cieplne i zawracają je do ziemi. Ponieważ jednak przy najlepszym nawet zadymieniu wytworzona w ten sposób sztuczna chmura jest raczej mizerną imitacją prawdziwej, nie możemy od niej wiele wymagać. Odymianie sadów może podnieść temperaturę o 0,5-1°C, a zabieg jest kosztowny, bowiem na hektar sadu trzeba zgromadzić około 150 stosów. Skuteczność jego jest wątpliwa, toteż obecnie odymiania prawie nigdzie się nie stosuje.
Znacznie skuteczniejsze jest ogrzewanie. Spala się takie materiały, które nie dają ani dymu, ani pary, ale za to bardzo dużo ciepła. Tu i ówdzie próbowano w tym celu używać węgla czy koksu, ale obecnie prawie bez wyjątku ogrzewa się sady piecykami opalanymi ropą naftową. Spala się ją w piecach zrobionych z blachy, bardzo prostych i tanich, bo przecież trzeba ich również około 150 na hektar sadu. Podnoszą one temperaturę powietrza w dolnych warstwach o 2-4°C, a to już dużo. Ogrzewanie sadów przy pomocy piecyków na ropę naftową jest najczęściej spotykanym sposobem walki z przymrozkami wiosennymi na świecie. Stosuje się je powszechnie w Ameryce i w Europie: w Anglii, Francji, NRF, Szwajcarii, we Włoszech i w Hiszpanii. 1 akuna | alveo | wczasy Grecja
|