Straty rzędu kilku milardów złotych w ciągu jednego roku to
niebagatelna rzecz w gospodarce narodowej. Nic dziwnego, że rok 1962 wstrząsnął sumieniem i świadomością samych sadowników, którzy dotychczas raczej lekceważyli ochronę przed chorobami i szkodnikami, oraz decydująco wpłynął na niezwykle jak dotychczas słabe zaopatrzenie rynku w niezbędne środki tej ochrony. Od tego czasu obserwujemy w kraju bardzo szybki postęp w sadownictwie. Wśród sadowników utwierdziło się nareszcie przekonanie, że ochrona drzew owocowych przed szkodnikami i chorobami jest najważniejszą częścią sadowniczego zawodu. Od niej przynajmniej w trzech czwartych zależy powodzenie gospodarki sadowniczej, a jedynie w jednej czwartej zależy ono od uprawy, nawożenia, cięcia i innych zabiegów pielęgnacyjnych.
Nieco niezwykłe szkodniki
Jeśli wymienię łosia jako szkodnika drzew owocowych, narażę się pewnie na zarzut, że żartuję przy omawianiu tak poważnego tematu. Zwiedzałem kiedyś późną jesienią sad wiśniowy w odległości zaledwie kilkunastu kilometrów od Moskwy, całkowicie objedzony z młodych gałązek właśnie przez łosie. „Nic dziwnego - mówili mi miejscowi specjaliści - te bestie tak się rozmnożyły, że przed paru laty dwa z nich powędrowały główną szosą aż do centrum Moskwy. Są pod ochroną, więc nic im nie grozi". kancelaria warszawa | hosting | noclegi w krakowie
|