Pomniejsze wyroby owych
Pomniejsze wyroby owych czasów, jeśli dziś znowu stają się modne, to przede wszystkim jako zadziwiająco nieużyteczne (co zresztą miłe w naszej pragmatyczno-funkcjonalnej epoce) ciekawostki. Póki pełnią kokieteryjno--snobistyczną funkcję w nowoczesnej willi czy pracowni - pół biedy. Ale cóż smutniejszego niż elementy secesyjnego wnętrza, trwające jako nieprzerwana kontynuacja, resztki tzw. lepszej przeszłości... (Dlaczego resztki biedermeierowskie zachowują jednak pewien czar?) Zakurzone pawie pióra w pseudoludowym wazonie, kilimek w kolorach cielistych ze stylizowanymi, czerwonopomarańczowymi pelargoniami, fotografie w giętych jak łodygi ramkach z niepoliturowanego drzewa, cynowa popielniczka na kształt nenufaru, krzesełko na zbyt chudych nóżkach, ozdobione pseudo-japońskimi zawijasami do łapania kurzu (a wszakże w czasach secesji trzeba było już myśleć o tym, że kurczy się ilość służby!), stoliczek, który „zachwiewa się nieco"... Któż te rzeczy ongiś kupował? Może pewien typ awangardy artystycznej, może niekiedy gruba burżuazja z ambicjami medycejskimi, ale na ogół - podejrzewam - nowa klientela nowego, jakże zresztą pożytecznego molocha: domu towarowego. Kto wie, czy on właśnie - jak to przypomina Wallis - nie stanowi największego osiągnięcia architektury secesyjnej. Ta nowa klientela nie miała ani mebli i obrazów „po przodkach", ani smaku: jeśli natomiast kiełkowały w niej szlachetne ambicje kulturalne, to przedmiot secesyjny pociągał ją jako bardziej „artystyczny" od innych. Kupowała więc z całkowitym brakiem rozeznania: łabędź to łabędź, równie dobrze na szkaradnej makacie Eckmanna, co na błyskotliwej winiecie Beardsleya (oba utwory reprodukuje Wallis al pari z obiektywizmem aż nazbyt niewzruszonym).
Fiat Gorzów | kwiaty | zdrowie