Może takie łaskotanie
Może takie łaskotanie naszej ckliwości stanowi niekiedy pożyteczną rozrywkę, ale sztuka - jak starałem się pokazać - to jednak zupełnie co innego. Jeśli wzrusza lub śmieszy do łez, to poruszając nas o ileż bardziej autentycznie. Nie wiem, czy sztuka mniej czy więcej pomaga człowiekowi do stworzenia tego, co Lawrence nazywa szczytowym dziełem sztuki: do uformowania własnego życia. Zapewne można się bez niej obejść: sztuka tout court i sztuka życia należą do innych porządków. Dla św. Augustyna synonimem sztuki życia była cnota: ars recte vivendi. Człowiek jest jednakże istotą społeczną. A wydaje mi się, że sztuka życia społecznego jest niemożliwa bez sztuki, bez komunikowania się człowieka z człowiekiem przez wspólny zasób artystycznych uzewnętrznień (społecznych znaków, symholów), przez wspólne odczuwanie artystycznej metafory. Człowiek tak tęskni do wspólnoty, że ciąży do niej choćby w najpodlejszych circenses: bodajże tylko one łączyły w końcu cezarów z proletariatem, kiedy i język, i bogi przestały być wspólne. Kisiel też tęskni - stąd jego filozofia masowej przyjemności jako społecznego spoiwa. Ale sztuka jest spoiwem swoistym, nie zastąpią jej żadne namiastki: to czasem warto przypomnieć.
| |